|
DZIENNIK 1954, Tyrmand Leopold, MG 2011 opr.tw. W książce tej jest wszystko, czego można chcieć się
dowiedzieć o życiu w socjalizmie. Oczywiście życiu inteligenta. A
szczególnie inteligenta Warszawiaka. Na kartach „Dziennika 1954”
spotkamy Herberta, Jasienicę, Kisiela, Turowicza, by wspomnieć
tylko tych, których wspominać warto. Poznajemy też prozę i poezję
bytowania młodego pisarza, świetnego obserwatora, znakomitego
stylisty, którego wkrótce pozbyto się z Polski na stałe. Sam
Tyrmand pisze o Dzienniku tak: Tak, chodzi o świadectwo dla samego
siebie, o wystawienie świadectwa memu życiu, moim pragnieniom i
myślom, mojej epoce, z którą jestem związany nieskończonością
węzłów. Ma to być świadectwo z pierwszej ręki, złożone przez
stosunkowo najlepiej zorientowanego w danej sprawie świadka. Ale –
częściowo nie. Tak silnie pożądam sprawdzenia samego siebie, mych
słuszności i niesłuszności, mych możliwości i zdolności, a więc
tego, czego tak uparcie odmawia mi moja aktualna sytuacja. Nie mam
talentu kontemplacji ani daru tworzenia w imię samego aktu
tworzenia. Jak powiedział mi ostatnio Kisiel, noszę w sobie wielką
potrzebę i umiejętność dzielenia się z ludźmi moją wewnętrzną
pracą myśli. Z najgłębszego powołania czuję się dziennikarzem, stąd
konstrukcje mych przemyśleń ulegają dezaktualizacji, ponadto nie
wierzę w możliwość własnego wysiłku nad kompozycją dzieła sztuki
nieprzeznaczonego dla kogoś konkretnego w czasie i przestrzeni.
Dlatego zdecydowałem, że dziennik przyniesie mi ulgę.
|