|
SZMONCESY albo ulubione dowcipy Olka Rozenfelda, Rozenfeld Aleksander, Zysk i S-ka 2011 Słynny dyplomata amerykański Henry Kissinger
wyłowił kiedyś Olka Rozenfelda z tłumu i rzekł ku zdumieniu
zazdrosnych oficjeli i dziennikarzy: „Znam pana, widziałem kiedyś,
jak mowił pan w wiadomościach CNN, że spieprzył z Izraela, bo tam
za dużo Żydów. Ha, ha…”.
Hanka Krall przed laty zawiadomiła w swoim
reportażu Polskę, że Rozenfeld wrócił z emigracji. Wrócił i jest
wszędzie… ku rozweseleniu i utrapieniu. Zna go cała Polska. On zna
pół Polski, a drugie pół jego zna. Olek jest poetą, filozofem,
mistyfikatorem. Gdziekolwiek się pojawi, ludzie i tak w końcu chcą
od niego jednej rzeczy: żeby opowiadał dowcipy.
No to proszę, dzięki tej książeczce, możemy
się z nim śmiać dzień i
noc.
Mosze zorientował się, że
niedługo Pan powoła go do siebie. Poprosił więc Stwórcę, aby zanim
zamknie oczy na zawsze, mógł wcześniej zwiedzić niebo i piekło.
Stwórca się zgodził.
Idzie Mosze do nieba, a tam Żydzi kiwają
się i modlą, nudy na pudy, idzie do piekła — wódka, panienki i
muzyka. Mosze prosi, aby po śmierci mógł iść do piekła, i na to
Wszechmocny wyraził zgodę. Po paru miesiącach Mosze opuszcza
ziemski padół i ląduje w piekle, gdzie witają go razy i
złorzeczenia. Zdumiony Mosze protestuje: „Jak to, byłem, widziałem
na własne oczy — panienki, alkohol, muzyka, a teraz mnie
bijecie?”. Na to naczelny diabeł odpowiada: „Przedtem to
szanowny pan był turystą, teraz jest pan emigrantem”.
|